Makabra na słupie
- Zwłoki były częściowo zwęglone,
Od głowy do pasa; musiało miotać ciałem
- mówi strażak
- Prawdopodobnie czterech uczniów szkoły podstawowej poszło na wagary. Później bawili się, który wyjdzie najwyżej po słupie wysokiego napięcia. Ten słup znajduje się w Woli Radziszowskiej, na skraju wsi, blisko są już Leńcze. Stoi w szczerym polu, domy są
w odległości kilkuset metrów – mówi jeden ze skawińskich strażaków.
Wczoraj, około godziny 13, doszło tam do tragicznego wypadku. 14-letni chłopiec (mieszkaniec Radziszowa) wspiął się po słupie (po kratownicowej konstrukcji) i został porażony przez prąd. – Elektrycy mówili, że musiał coś dotknąć głową, albo spowodował to łuk elektryczny, przeskoczyła iskra... To jest słup wysokiego napięcia, którym przesyłany jest prąd w kierunku Rabki. Chodzi o ogromne napięcie – 110 KV. Być może dotknął przewodów między między pierwszym a drugim izolatorem – powiedział nam policjant. –
Sprawdzono, że napięcie zostało automatycznie odłączone, gdy wybiło zabezpieczenia. Koledzy 14-latka pobiegli zawiadomić o wypadku, ale było już za późno. Śmierć na miejscu – mówi przedstawiciel straży pożarnej ze Skawiny. – Zwłoki były częściowo zwęglone, od głowy do pasa. Musiało miotać ciałem, makabryczny widok.
- Ciało znajdowało się na wysokości około 20 metrów. Chłopiec, po porażeni prądem, nie spadł na ziemie, ale przewiesił się przez poręcz kratownicy – mówi aspirant Tomasz Gawor z grupy ratownictwa wysokościowego Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3
z Krakowa (Zarzecze).
– Weszliśmy na górę we dwóch i założyliśmy trójkąt ewakuacyjny, podobny do siodełka, i ściągnęliśmy następnie ciało na linach. Chłopiec miał zwęgloną twarz, można powiedzieć – stopioną. Spalone było jego ubranie – bluza, częściowo spodnie. To była moja pierwsza taka interwencja.
Na miejscu tragedii zjawiła się także policja i prokurator, którzy badają okoliczności zdarzenia. Podobno, nie tylko w tym rejonie, chłopcy „bawią się” wspinając na słupy.
– Mamy nadzieję, że wczoraj zrobili to już ostatni raz. Nigdy przecież nie wiadomo, w którym miejscu można dotknąć akurat tego czegoś – powiedział nam przedstawiciel policji.
(J.ŚW)